?
Anielka, Lifestyle

Co u nas……

Od ostatniego wpisu można stwierdzić, że minął prawie miesiąc. Nudy u nas nie było. Nigdzie nie wyjechaliśmy, życie płynie jak szalone i wciąż borykam się z moją przypadłością odkładania wszystkiego na później.

Mieszkamy wciąż z rodzicami. Dom stoi i czeka na nas. Podjęliśmy próbę przeprowadzić ale stwierdziłam, że to bez sensu. Nie mam mebli więc nie mam gdzie tych moich rzeczy upychać, a przy trzech osobach troszkę tego jest. Właściwie nie chce mieć zagraconego domu meblami ale jedna wielka szafa jest koniecznością, zamówiłam i teraz na nią czekam.

W międzyczasie były święta Wielkanocne ale szybko minęły. Planowałam zrobić sesje zdjęciową z moim Aniołkiem ale nie udało się. Świąteczna atmosfera, troszkę gęsta jak to czasem bywa w święta 😉 plus choroba Anielki stały się przeszkodą.

Aniela złapała jakieś przeziębienie i w piątek przed świętami poszłam z nią do lekarza. Zdenerwowałam się tylko, bo słyszę, że dziecko kaszle, ma katarek a lekarka mi mówi, że dziecko zdrowe. Usłyszałam jedynie ,,jak będzie miała utrzymującą się temperaturę powyżej 39 stopni to wtedy przyjść”. Myślę sobie no nie święta a ja będę po lekarzach latać. Pytam grzecznie czy może coś dać dziecku profilaktycznie i coś na odczepnego mi zapisała. Noc była ale nie dla nas, nie zmrużyłam oka, oczywiście Anielka miała temperaturę. Akurat dziecko zdrowe. Ciągłe było zastanawianie się czy jechać z nią do szpitala czy nie. Temperatura była 39 z kreskami, paracetamol dla dzieci pomógł trochę zbić ale i tak były wahania tej gorączki. Ostatecznie nie pojechaliśmy do szpitala i święta to był czas kuracji dla Anielki, było co raz lepiej. Nie wiadomo, o to było. Poszłam we wtorek po świętach znów do lekarza ale innego i usłyszałam dziecko zdrowe. Można oszaleć. Lecz tym razem pani doktor była bardziej uprzejma i powiedziała, ze czasami tak z maluszkami się dzieje i bardzo dobrze, że nie spanikowałam, bo za wcześnie dany antybiotyk bądź niepotrzebnie podany wcale nie jest dobry. Często naciski rodziców na lekarzy powodują, że zbyt szybko stawiają diagnozę, dlatego obserwacja dziecka jest bardzo ważna. No cóż, przyznaję że widok przelewającego się dziecka przez ręce bo ma gorączkę jest koszmarny i każdy ma prawo do paniki. Całe szczęście choroba była tylko chwilowa i pewnie nie jedna jeszcze taka sytuacja nas czeka.

Ostatnie dwa weekendy spędziłam w Warszawie na uczelni. Załadowany plan. Trochę pracy było ale teraz już będą większe luzy.

Nadal odwiedzałam przedszkola i szkoły w moim mieście prowadząc pokazowe lekcję języka migowego.

Aniela każdego dnia rozczula nas, co raz bardziej. Miło patrzeć jak cieszy się życiem, wszystko dosłownie wszystko ją cieszy, mało jej potrzeba aby na twarzy pojawił się uśmiech. Jest aktualna pasja, to wyglądanie przez okno, oczywiście zamknięte. Tylko otworzy oczy i już staje koło parapetu aby zobaczyć, co się dzieje za oknem.

Nie ma, co wybiło mi 8 kwietnia trzydzieści lat.